Józef Krempczyński (1890-1975)
Urodził się 14.07.1890r w Włoszczycach koło Włocławka w zaborze rosyjskim . W roku 1912 został powołany do wojska carskiego, pułku reprezentacyjnego. Służba w tym pułku umożliwiła mu poznanie Odessy, Moskwy, Kijowa i Lwowa. Na mocy dekretu Carskiego z roku 1914 zaciągnął się jako ochotnik do 1 Legionu Polskiego zwanego później Legionem Puławskim.(mundur na naramiennikach miał 1LP)
1 Legiom Polski po sformowaniu został skierowany na pierwszą linię frontu. Polacy toczyli krwawe walki na bagnety. Używani byli do działań dywersyjnych na skrzydłach i tyłach wroga. W październiku 1915 r. Józef Krempczyński z sześcioma innym polakami dostał się do niewoli austriackiej, następnie został przewieziony na Węgry. Z niewoli wraca do kraju w 1919 r. i zaraz podejmuje służbę w Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowej w Warszawie. W roku 1920 zostaje powołany do Armii Polskiej, do trzeciego pułku wojsk kolejowych w Łodzi. Zadaniem pułku w wojnie z bolszewikami jest ochrona stacji, linii kolejowych, mostów i wiaduktów. Po wojnie bolszewickiej w roku 1924 zostaje przeniesiony do obsługi powstającej linii kolejowej Kutno – Płock Radziwie.
Dnia 25.09.1938r za zasługi w służbie kolejowej zostaje odznaczony brązowym krzyżem przez prezesa rady ministrów Sławoja Składkowskiego.
W latach 1939 do 1945 w okresie okupacji niemieckiej Józef Kremczyński pracuje nadal na stacji kolejowej w Radziwiu. Stanowiska związane z ruchem pociągów Niemcy obsadzili swoimi ludźmi (niemieckimi wojskowymi) to oni decydowali o przyjmowaniu i odprawianiu pociągów.
Wydarzenie w relacji Józefa Krempczyńskiego z czasu okupacji:
Ze stacji Radziwie w kierunku Płocka zostaje odprawiony bardzo duży „skład wojskowy z niemieckimi żołnierzami, pojazdami wojskowymi, amunicją i paliwem. Przy tak dużych składach polska obsługa tej stacji odprawiała składy w kierunku Płocka z dwoma parowozami. Niemcy odprawili ten skład z użyciem tylko jednego parowozu. Jedna lokomotywa nie poradziła sobie z podjazdem na most i cały skład z dużą prędkością zaczął wracać z powrotem. Na stacji w Radziwiu stał pociąg osobowy załadowany polskimi podróżnymi, minuty dzieliły od katastrofy, w nastawni przy zwrotnicy stał Niemiec, który nie reagował na to co się działo, Józef Krempczyński odepchnął Niemca torując sobie dojście do zwrotnicy, w ostatniej sekundzie przewekslował wojskowy skład na bocznicę, skutkiem czego jeden wagon wojskowego składu się wykoleił, ale nie doszło do zderzenia ze składem osobowym.
Dwa dni spędził w areszcie czekając na decyzje Niemców badających to zdarzenie. W między czasie był upokarzany. Wepchnięto go do kojców (klatek) z psami i kazano czyścić te kojce. Psy były specjalnie szkolone do atakowania ludzi, ale na jego obecność w tej samej klatce spanikowały, podkuliły ogony, nie atakowały, nawet nie szczekały.
Dochodzenie zakończyło się dla Józefa Krempczyńskiego pomyślnie. Przywrócono go do służby. Zawsze był bezkompromisowy, odpowiedzialny, odrzucał awanse jeżeli wiązało się to ze ślepą lojalnością, rezerwował dla siebie możliwość decydowanie o tym co jest dobre, a co złe. Dla niego w tym konkretnym przypadku życie pasażerów składu osobowego było rzeczą nadrzędną.
Prywatnie wzbudzał szacunek i podziw dla wiedzy jaką posiadł. Historia Polski, Europy, Narodu Izraelskiego, czy Stanów Zjednoczonych Ameryki była jego pasją. Godzinami potrafił opowiadać o wydarzeniach historycznych przywołując daty tych zdarzeń.
Cenił wolność i niezależność. W jego mieszkaniu wisiała reprodukcja obrazu „Cud nad Wisłą” Obraz ten był prezentem od premiera Stanisława Mikołajczyka.
Mieszkanie po Józefie Krempczyńskim przejął jego wnuczek, który też był kolejarzem i pełnił służbę na stacji Płock-Radziwie. Obraz ten, symbol wolności wisi do dzisiaj w tym mieszkaniu.
Józef Krempczyński zmarł 23.04.1975r i został pochowany na cmentarzu w Radziwiu na przeciw zbiorowej mogiły żołnierzy poległych w obronie ojczyzny. Mieszkał do końca w Radziwiu.
opracowanie Zbigniew Konieczny na podstawie materiałów z archiwum PKP oraz z bezpośredniego przekazu samego Józefa Krempczyńskiego i rodziny